Julia Child „Moje życie we Francji”

Jest to książka o największych miłościach mojego życia: moim mężu, Paulu Childzie, pięknej Francji oraz rozlicznych przyjemnościach gotowania i jedzenia.

Julia Child jest ikoną amerykańskiej kuchni. Była jedną z pierwszych osób, która gotowała w programie telewizyjnym. Niejako „przetłumaczyła” Amerykanom, na czym polega fenomen francuskiej kuchni. Wydana w 1961 roku książka kucharska ”Mastering the Art of the French Cooking” (Doskonalenie się we francuskiej sztuce kulinarnej) była przełomowa: pierwsza z książek o gotowaniu pokazująca co robić, krok po kroku.

A wszystko zaczęło się w 1948 roku, gdy Julia Child i jej niedawno poślubiony mąż Paul wyjechali do Francji i zamieszkali w Paryżu.

Julia miała wówczas 36 lat. Nie mówiła po francusku, właściwie nie umiała gotować i nie bardzo wiedziała, co chce w życiu robić. Z kolei jej 10 lat starszy mąż uwielbiał dobrą kuchnię, znał się na winach, był erudytą i smakoszem. U Julii w domu po prostu się jadło. Kobiety z jej warstwy społecznej od codziennego gotowania miały służące. A jeśli już coś gotowały, to nigdy nie zawodowo. Kariery były przeznaczone dla mężczyzn.

Nie mogłam wyjść ze zdumienia, jak niewiarygodnie pyszne potrafi być francuskie jedzenie.

Jednak jedzenie w restauracjach przestało jej wystarczać. Kiedyś zadowalały ją mrożonki, teraz chciała się nauczyć gotować. Po pierwsze, żeby zaimponować mężowi. Po drugie, żeby popisywać się kulinarnymi umiejętnościami przed francuskimi i amerykańskimi przyjaciółmi. Lubiła samodzielnie kupować produkty na targu, polubiła gotowanie, nawet to żmudne i czasochłonne, podawanie do stołu sprawiało jej przyjemność. Ale czegoś jej w tym wszystkim brakowało.

Z ciekawości zajrzałam do L´École du Cordon Bleu, sławnej paryskiej szkoły kucharskiej. Profesjonaliści uczyli tam tradycyjnej kuchni francuskiej pilnych studentów z całego świata. Któregoś popołudnia wybrałam się na pokazową lekcję – i kompletnie oszalałam.

Nauka gotowania pochłonęła ją bez reszty. Jej umiejętności szybko wzrosły, chociaż miewała trudne momenty. Nie potrafiła na przykład zapytać o coś po francusku swojego nauczyciela, ale to tylko motywowało ją do jeszcze cięższej pracy. Znalazła się w swoim żywiole.

Na każdym kroku podkreślała swój zachwyt nad francuską kuchnią, jej smakami, historią, rygorystyczną dyscypliną, sprzętami, rytuałami. W 1952 roku powiedziała: „Wreszcie znalazłam prawdziwą i satysfakcjonującą profesję, która zapewni mi zajęcie przynajmniej do 2000 roku”. Świadczyło to o jej niezwykłej zdolności przewidywania.

Zaczęła prowadzić w amerykańskiej telewizji swój program kulinarny pt. „Francuski szef kuchni”, mimo że nie była ani Francuzką, ani szefem kuchni. Miała wówczas 51 lat.

Wcześniej to Julia była „przy mężu”, potem role się odwróciły. Paul Child wspierał żonę w każdy możliwy sposób. Stał się jej menadżerem, fotografem, testerem przepisów kulinarnych, ilustratorem. Robił korektę tekstów, jeździł z Julią w trasy promujące książki. Cieszył się sukcesem żony. Byli partnerami i kwintesencją „nowoczesnego” małżeństwa.

W któryś weekend trochę przesadziłam, kiedy w przypływie eksperymentatorskiego zapału zjadłam naraz prawie dwie całe nadziewane kaczki (jedną na gorąco, duszoną, a drugą na zimno, w cieście). Co tu kryć, najadłam się jak świnia i przez kilka dni miałam mdłości.

W 1966 roku otrzymała nagrodę Emmy za serię ”French Chef” i pojawiła się na okładce Time Magazine. Książka „Moje życie we Francji” była w planach od 1969 roku, kiedy Julia i jej mąż Paul porządkowali „dokumentację” swojego francuskiego życia z lat 1948-1954. Mieli setki listów, mnóstwo fotografii i notatki Julii z czasu, gdy przygotowywała swoją wpływową książkę kucharską ”Mastering the Art of French Cooking”.

Opowieść o tym, jak powstawało to przełomowe dzieło jest fascynująca. Praca nad 700 stronicową książką zajęła Julii i jej współautorkom 9 lat. Każdy zawarty w niej przepis sprawdzały na dziesiątą stronę, a uwagi wymieniały listownie (to czas sprzed telefonów komórkowych i maili). Była to tytaniczna praca, ale efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania: powstała księga, która był niesamowitym ułatwieniem w nauce gotowania i śledzenia przepisów, „uczyniła gotowanie logicznym”. Co ciekawe, dom wydawniczy Houghton Mifflin odrzucił ”Mastering the Art of French Cooking”. Był to prawdopodobnie jeden z największych błędów tego wydawcy. Książkę wydał ostatecznie Alfred Knopf, ale również był do niej sceptycznie nastawiony. „Kaktus mi tu wyrośnie, jak ktoś kupi książkę o takim tytule”.

Julia Child była niezwykłą osobą. Pochodziła z mocno republikańskiej Pasadeny. Sama mówiła, że była republikanką do czasu, gdy przyszło jej żyć w Nowym Jorku za 18 dolarów tygodniowo. Wówczas stała się demokratką.
II wojna światowa pozwoliła jej „wyrwać” się z Pasadeny. Dołączyła wówczas do OSS (Office of Strategic Services, które z czasem przekształciło się w CIA) i znalazła się na Cejlonie. To właśnie tam poznała swojego przyszłego męża, Paula.
Twierdziła, że nigdy nie była szpiegiem. Odpowiadała za bazę danych OSS, przez jej ręce przechodziły dokumenty objęte klauzulą tajności. Może i szpiegiem nie była, ale dobrze wiedziała, co w trawie piszczy.

Tego wieczoru zjedliśmy drugi wspaniały posiłek z okazji moich czterdziestych urodzin w trzygwiazdkowej restauracji Lapérouse. (…) Na początek zamówiliśmy z Paulem sole aux délices, solę w cudownym śmietanowym sosie z truflami, i pół butelki chablis. Potem wzięliśmy pieczoną kaczkę z niezbyt ciężkim sosem i butelkę Chambertin rocznik ´26, a na koniec ser, kawę i likier malinowy. Wszystko było wyśmienite i fachowo przyrządzone. Mimo coraz bardziej zaawansowanego wieku, wciąż dopisywał mi apetyt!

Z Paulem Childem tworzyli niezwykłą parę. Paul był 10 lat starszy od Julii i 16 cm niższy. Byli szczęśliwym małżeństwem przez 48 lat. „Do szczęścia potrzebna nam była jedynie kuchnia i sypialnia”. Do historii przeszły kartki walentynkowe, które wysyłali rodzinie i przyjaciołom z całego świata. Nie szczędzili czasu i pracy na ich przygotowanie.

W 2001 roku kuchnia w jej domu w Cambridge została zdemontowana i w całości przeniesiona do National Muzeum of American History, Behring Center w Waszyngtonie. Kuchnię Julii, którą zaprojektował dla niej mąż, można oglądać jako stałą wystawę i jest ona traktowana jako skarb narodowy.

Autobiograficzna książka „Moje życie we Francji” zaczęła powstawać niedługo przed śmiercią Julii. W pisaniu pomógł jej wnuk brata jej męża. Wspomnienia Julii Child to przepełnione wdzięcznością podziękowania za wszystko, co Francji zawdzięczała.

Zmarła w 2004 roku (miała 92 lata, tak jak Paul, który zmarł 10 lat wcześniej), ale jej sława nie cichnie. Na pewno duża zasługa w tym Meryl Streep, która genialnie wcieliła się w Julię Child w filmie „Julie & Julia”.

A oto co Julia Child mówiła po wyprowadzce z ukochanego domku w Prowansji. Miała wówczas 80 lat.

Znowu szłam do przodu, ku nowym doświadczeniom, w nowych miejscach, z innymi ludźmi. Wciąż jeszcze tyle było do nauczenia i zrobienia – artykuły i książki do napisania, może jeszcze jeden czy dwa programy w telewizji do zrealizowania. Chciałam nauczyć się łowić homary w Maine, odwiedzić rzeźnię w Chicago, uczyć dzieciaki gotować. Postrzegałam nasze przepisy jako swego rodzaju depozyt, święty zestaw zasad prawidłowego traktowania jedzenia, i czułam się w obowiązku przekazywać tę wiedzę dalej. Krótko mówiąc, apetyt wcale mi się nie zmniejszył!